BIEGŁY SĄDOWY - SPECJALISTA
rybactwo śródlądowe, ochrona środowiska, gospodarka wodna
mgr inż . Kazimierz Ostrowski
Blog

Blog niecodzienny – bajanie i legendy, O Hańczy, O Czarnej Hańczy

2012-09-26 17:00:28, komentarzy: 1

Suwalszczyzna, kraina 1000 jezior. Ale jest jedno jezioro szczególne. Najgłębsze. Ostatnie pomiary sonarem wskazują na 113 m, sondowanie dla potrzeb mapy jeziora (mapa batymetryczna) wykonywane ręcznie zanotowało 108,5 m.

Fot. Widok na jezioro od strony wpływu Czarnej Hańczy



 Jezioro Hańcza.

 Ta wielka głębokość, niezmierna czystość wody przyczyniła się do zachowania endemicznego gatunku siei, siei rzadkofiltrowej zwanej „wigierską”, bo tylko tu i w wodach wigierskich ta odmiana się zachowała. Odmiana siei występującej dawniej w Wigrach, a także w Piertach, Białym Wigierskim oraz w Hańczy.

Fot. Widok na jezioro z Leszczynowej Góry

 Ale do czasu. Człowiek bezmyślny i to potrafi zniszczyć. Jezioro Białe Wigierskie było z Wigrami połączone, swobodnie przemieszczały się i stynka (pokarm siei)  i sieja. Ktoś „lepiej wiedzący” to połączenie zasypał. A w wylęgarni ryb w Tartaku nad Wigrami wylęgały się małe sieje. Dawniej aparaty wylęgowe były opisywane, ikry ryb z różnych jezior nie wolno było mieszać, wylęgów również, a wylęg trafiał do wód, z których ikrę pozyskano, ale „człowiek leniwy” i to zmienił, za dużo było pracy z rejestrowaniem ikry, opisywaniem aparatów. No i jeszcze jedno – „nadprodukcja” troci jeziorowej w jednym z okolicznych ośrodków była powodem wpuszczania jej wszędzie, do Hańczy również. Po co ?

     

            Fot. Sieja wigierska                                                           Fot. Ikra siei w aparacie wylęgowym


Fot. Sielawy i sieja na Święcie siei w Wigrach (źródło internet)





Ale ale, miały być bajania ....

Fot. Miejsce biwakowe pod Leszczynową Górą

Skarby w Hańczy

Na pólnocnym krańcu jeziora możemy obejrzeć pozostałości byłego dworu Stara Hańcza.

Fot. Ślady dworu Stara Hańcza (źródło internet)



Z jeziorem Hańcza związana jest legenda mówiąca, iż w jego północnej części, nieopodal dworu w Starej Hańczy, cofające się spod Moskwy wojska napoleońskie zatopiły skrzynie pełne złotych monet i innych kosztowności, stanowiące majątek jednego z pułków. O ile wiadomo, nikt ich jeszcze nie wyłowił, może więc warto spróbować...

 

I inna historia, z Powstaniem Listopadowym związana, no i oczywiście ze skarbami


Według legendy w roku 1831 w Starej Hańczy, należącej wówczas do księcia Tomasza Świętopełka - Mirskiego, magazynowano broń i zbierali się powstańcy. Gdy wojska carskie otoczyły dwór by ich aresztować, rozgorzała bitwa. Otoczeni powstańcy zatopili obok w jeziorze wóz z kasą pancerną. Świętopełek - Mirski wydostał się z okrążenia tajnymi lochami ciągnącymi się poza teren Parku. Ślady rozwalającyh się lochów widoczne są do tej pory.

 

 

Opowiadając o Hańczy zaniedbaniem byłoby pominąć Czarną Hańczę. Rzeka swoją wędrówkę zaczyna na północ od Jeziora Hańcza,

Fot. Tu Czarna Hańcza wpada do jeziora


Fot. Czarna Hańcza poniżej jeziora, rezerwat "Głazowisko Bachanowo nad Czarną Hańczą"

potem toń jeziora przemierza i swoje kręte koryto prowadzi do Suwałk, jeziora Wigry i do Niemna wprowadza. Po drodze Turtul ze stawem odwiedza gościnnie (staw służył do zasilania młyna, ręką człowieka stworzony),

Fot. Staw w Turtulu, za stawem siedziba Suwalskiego Parku Krajobrazowego



staw Arkadia w Suwałkach zasila, ale nie przepływa przez niego. W Wigry w zatoce Harcerskiej (Hańczańskiej ) wpływa, mija rezerwat bobrów, przez wiele lat bez bobrów. I opuszcza Wigry, nie łatwo ujście z Wigier znaleźć bo po przepłynięciu przez Plos Wigierski (albo Północny) między półwyspem klasztornym a Rosochatym Rogiem wpływa do małego jeziorka Postaw,

Fot. Na mostku przez Czarną Hańczę przed jeziorkiem Postaw


a potem już zmierza dalej. Ujście jest ukryte  zaroślami trzciny.  

Koryto nie jest ciąłe, bo

„170 lat temu – dwadzieścia kilometrów jej środkowego odcinka zniknęło. Jak to się stało? Jeżeli macie mapę pod ręką – spójrzcie na nią. W tamte odległe lata, na obecnym terytorium Polski, dziesiątki kilometrów od granicy, wody Hańczy rozdzielono równo po połowie. Jedną część poprowadzono do Kanału Augustowskiego, a drugą w rzeczkę Szlamicę, która dzięki temu zrobiła się zupełnie przyzwoitą rzeką.

Woda na prawo – w kanał, na lewo – w Szlamicę. A gdzie Hańcza? A jej nie ma! Prawda, że można się zdziwić? Ponownie pojawia się Czarna Hańcza po dwudziestu kilometrach już na białoruskiej ziemi. Dokładnie w tym punkcie, w którym 170 lat temu wpadał do niej lewy dopływ – Marycha. Ale teraz Marycha nie ma gdzie wpadać. Hańczy tutaj już nie ma i Marycha płynie sobie dalej prosto, dlatego że obok wsi Sonigi dawne koryto Hańczy zasypano i całą wodę skierowano do Kanału Augustowskiego. Z dawnego łożyska rzeki pozostał tylko zabłocony szeroki pas długości kilku kilometrów, bez wodnego cieku” [Aleksander Pietrow CZARNA HAŃCZA- szlachetna rzeka].

 Z inicjatywą budowy Kanału Augustowskiego wyszedł minister skarbu - książę Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki  w 1822 roku.  Projekt wykonany przez grupę polskich wojskowych pod kierownictwem ppłk Ignacego Prądzyńskiego.


Fot. Trafili w ujście :-) (źródło: net)


Fot. Przez Puszczę


Fot. Na trasie spływu (źródło net)


Fot. Siedlisko jaskółek brzegówek na podmytych brzegach Cz. Hańczy (źródło net)


Fot. Tu rzeka łączy się z Kanałem  (źródło net0

Rzeka nie została pominięta w baśniach. Chyba najdziwniejszą jest:

Opowieść o Czarnej Hańczy   [http://www.cdniku.pl/]

 

Nie dopisywało szczęście wojenne wielkiemu księciu litewskiemu Trojdenowi. Czy wszechwładny Perkun odwrócił od niego swoje boskie oblicze, czy dostojni kapłani z nadniemeńskich świątyń złe wróżby zapisali, dość że rok 1282 w kronice wypraw bojowych zanotowano jako rok wcale niepomyślny. Co prawda zbrojne hufce litewskie, żądne łupów i pięknych branek lechickich, wdarły się dość daleko w posiadłości mazowieckie, wprawdzie szereg potyczek i bitew przyniósł sporo sławy i doświadczenia zaprawionemu w trudach rycerstwu, ale koniec wyprawy przekreślił wszelkie początkowe zdobycze.

Napierany przez mściwych Mazurów, krwawo i dzielnie broniących każdej piędzi swej ziemi, cofnął się Trojden pośpiesznie ku północy. Sporo wojska gubił po drodze, podczas krótkich postojów leczył rany, doprowadzał do porządku przerzedzone szeregi, przy zachowaniu tradycyjnych obrzędów grzebał poległych. Miał nadzieję, że bliżej granic litewskich dziedzin odzyska dawną moc i przynajmniej z jakim takim honorem odprowadzi niedobitki do zamkowych koszar. Na twarzy Tojdena i na twarzach rycerzy znać zmęczenie. Tak w niespokojnym odwrocie doszli do kraju ogromnych borów Puszczy Uholskiej. W ich cieniu raźniej zabiły serca litewskich wojowników. Wyprostował nagle pognębioną niepowodzeniem postać książę Tojden.

-Gana cze- powiedział nagle do rycerzy głosem twardym, stanowczym, jakiego nie słyszeli z ust wodza od wielu tygodni.

-Gana cze (dosyć tutaj)- powtarzały jak echo słowa litewskiego władcy Uholskie Bory, podając je niby umówione hasło nadniemeńskim puszczom, nadwilejskim brzegom.

I poczuli Mazurzy coraz twardszy opór wypieranego ze swoich siedzib napastnika. Mieli zamiar pędzić go choćby na drugi koniec świata. Chcieli raz na zawsze, a przynajmniej na dłuższy czas, zabez-pieczyć granice od niespokojnego sąsiada. Teraz jednak zmieniono

plany. Wszak i pogoń także wyczerpie. Mazurskie hufce również nie

mogły doliczyć się wielu swoich towarzyszy broni. Strzały, choć w odwrocie wypuszczane z kusz litewskich rycerzy, raziły śmiertelnie.


Miecze litewskie, równie jak miecze mazurskie, twardą połyskują stalą. Zwołano naradę, zarządzono odwrót. Do Czerska i Wizny, do murów obronnych Jazdowa, Różana wrócili dzielni Mazurowie na zasłużony odpoczynek. Wielki książę litewski Trojden zapadał w puszczę coraz dalej od granic Mazowsza. Tylko nieustępliwe słowo jego, wypowiedziane zaciętymi ustami, wyrażającymi niezłomną wolę władcy tysięcy poddanych dusz, pozostało tu wiecznie.

Gana cze. Dziwnie brzmiało to słowo w uszach pierwszych osadników mazurskich, wydzierających pionierską pracą coraz to nowe połacie puszczy pod uprawne zagony.Powtarzano trojdenowskie

Słowa z lękiem w sercu i czcią zarazem. A że padły one gdzieś nad brzegiem rzeczki, krętym a wąskim korytem z północy na południe i wschód płynącej, zaklęte zostały na wieki w nazwie owego strumienia.

-Gana cze-szumiał wiatr nad pojezierzem, szemrały strumyki i spadające liście, szeptały tajemniczo wodorosty i trzciny.

-Gana cze, hana cze-powtarzały usta mazurskich osadników, przez długie lata nie rozumiejących, co by te słowa oznaczać miały.Takim to sposobem- jak niesie głucha, zapisana w pamięci ludu

wieść- ze słów Trojdena, zniekształconych twardym językiem mazurskim, utarła się nazwa uroczej rzeczki, płynącej poprzez wzniesienia i doliny dzisiejszej Suwalszczyzny. Gana cze, hana cze, hancze wykształciło się i utrwaliło ostatecznie w zwykłej, znanej nam Hańczy.

Dziesiątki lat wpatrywał się chłopom mazurski w skaczącą po kamieniach Hańczę, krętą i pełzającą niby wąż z zabobonną gościnnością pielęgnowany w domu litewskim. Dziwił się Mazur, że wody tej rzeki różnią się poważnie od wód z rzek i potoków sąsiednich. Wody Hańczy przybrały kolor ciemny. Przy pięknej pogodzie, gdy rybak mazurski ujeżdżał wydłubanym korytem grzbiet Hańczy, wody jej były miejscami tak nieskazitelnie czyste, że bez większego trudu sięgnął do dna rzeki. Mimo to jednak Hańcza płynęła ciemną smugą. Gdy czyjeś oko załamało swój promień o jej lice- oglądało czerń. Nic dziwnego, że ustami mazowieckiego twórcy chleba otrzymała Hańcza przydomek czarnej.

Do Czarnej Hańczy pędził pastuch w skwarne południe lipcowe spragnione krowy. W Czarnej Hańczy moczyła Mazurka bieliznę i płótno ręcznie utkane, by rozciągnąć je potem wzdłuż zieleniejących smug. Na Czarnej Hańczy buzowały w noc świętojańską ogniska, po Czarnej Hańczy płynęły wianki puszczane białą dłonią pięknych, mazurskich dziewic. Tak było od setek lat, tak pozostało do dziś; zmieniały się obyczaje, szły do grobu jedne pokolenia, podrastały następne a Czarna Hańcza dotrwała do dziś.

 

 

Prowdopodobne pochodzenie nazwy „Czarna Hańcza” pochodzi z języka białoruskiego. „Anča”, albo Gancza tyczy się rzeki do Wigier, dopiero potem, od ujścia z jeziora jest „czarna”. Powodem jest kolor jej wody z braku promieni słonecznych, które nie mogły się przebić przez zwisające nad jej korytem gałęzie drzew puszczańskich. Czarna Hańcza była umowną granicą między puszczami Przełomską i Perstuńską. Upływ czasu i siła osiedleńcza osadników spowodowały, że po dawnym puszczach zostały tylko zapisy.

Czarna Hańcza nie jest jedynaczką, bo po stronie litewskiej ma siostrę, dla odróżnienia nazwaną Białą Hańczą.


Zdjęcia własne i ze źródeł:

http://www.holidaycheck.pl/atrakcje-turystyczne-zdjecia_Czarna+Hańcza

http://www.reportage.kamela.org/Black_Hancza/Hancza_PL.html

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Ewa. 16:48, 27 września 2012

    Pieknie napisane. Zdjecia cudowne, i miejsce. Pamietam ze szkoly, kiedy uczono nas o jeziorze Wigry, o Hanczy Czarnej i Bialej. Dzis to moglam wiedziec na zdjeciach i moglam oczami wyobrazni wrocic sie do dawnych czasow. Bardzo mi sie ta "wedrowka" spodobala. Dziekuje.

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

Kategorie

Brak kategorii

Darmowa strona www - zrób ją sam!